ODPOWIEDZI NA UWAGI DOTYCZĄCE WCIELENIA CHRYSTUSA

 

Sławomir Gromadzki

 

  1. I. „Mamy jasne biblijne stanowisko w kwestii ludzkiej natury Chrystusa. W podręczniku Wierzyc tak jak Jezus, określającym 27 zasad, które uznaje Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, możemy przeczytać, jakie stanowisko zajmujemy w odniesieniu do wcielenia Chrystusa. Nie ma jakichś dwóch poglądów na ten temat. Jest jeden. Nie może być inaczej…”.

 

ODPOWIEDŹ: Przykro mi, ale prawda wygląda tak, że Kościół nasz nie posiada oficjalnego stanowiska w sprawie ludzkiej natury Chrystusa i przez to dopuszcza przyjęcie jednego jak i drugiego poglądu. Jeśli zaś chodzi o wspomnianą książkę, to właśnie ten materiał dokładnie kiedyś analizowałem i na jego podstawie nie można jednoznacznie stwierdzić, jaki pogląd reprezentuje autor. I jest to nawet sprawą zrozumiałą, gdyż musiał on zachować daleko idącą ostrożność, biorąc pod uwagę to, że w naszej społeczności od 1956 roku dopuszczalne są oba zrozumienia. Dowodem tego może być niżej zamieszczony cytat z pochodzącego z książki „Wierzyc tak jak Jezus” fragmentu, na który się powołałeś:

 

„Tak więc człowieczeństwo Chrystusowe nie było człowieczeństwem Adama sprzed upadku; ani też człowieczeństwem upadłej ludzkości, czyli pod każdym względem człowieczeństwem Adama po upadku. Nie było ono Adamowe, gdyż posiadało niezawinione słabości upadłych. Nie było też upadłe, dlatego że nigdy nie popadło w nieczystość moralną. Z uwagi na powyższe, było ono rzeczywistym naszym człowieczeństwem, ale bez grzechu”.

 

Osobiście, jak najbardziej zgadzam się z twierdzeniem, że jedyną różnicą pomiędzy człowieczeństwem Chrystusa a moim było to, że ja w tym człowieczeństwie zgrzeszyłem, On zaś nigdy. Dodatkowo, ludzka natura Pana Jezusa nigdy nie była taka, jak natura nienawróconego grzesznika, ale co najwyżej nawróconej osoby, której udziałem jest wewnętrzna obecność Ducha Świętego.

Należy też przy tym pamiętać, że sama natura nawróconej osoby jest nadal taka jak nienawróconej, z tą jednak kolosalną różnicą, że w nawróconym człowieku mieszka Duch Święty, który daje mu wszelkie możliwości do tego, by ujarzmić tendencje tej natury.

 

  1. II. „Czy uznajesz oficjalne stanowisko Kościoła na temat ludzkiej natury Chrystusa, podane w książce Wierzyć tak jak Jezus?”

 

ODPOWIEDŹ: Przepraszam, że muszę powtórzyć to, co już wcześniej wyjaśniłem, a mianowicie, że Kościół Adwentystów Dnie Siódmego nie posiada oficjalnego stanowiska w kwestii ludzkiej natury Chrystusa, gdyż taką odpowiedź otrzymałem z samej Generalnej Konferencji! Wiedziałem o tym już dużo wcześniej, ale domyślając się, że nie wszyscy mi uwierzą, postanowiłem napisać w tej sprawie do GC. Proszę też, żeby każdy kto nadal ma co do tego wątpliwości uczynił to samo, aby się przekonać, że rzeczywiście tak jest.

 

Skoro zaś nie ma oficjalnego poglądu, to jasno z tego wynika, że w książce “Wierzyc tak jak Jezus” może być przedstawione wyłącznie nieoficjalne stanowisko w tej sprawie.

 

Poza tym, gdyby Kościół oficjalnie opowiadał się za bezgrzesznym człowieczeństwem Chrystusa, to jakim sposobem wielu naszych kaznodziejów – szczególnie w USA -mogłoby otwarcie i bezkarnie w swoich kazaniach, publikacjach czy Internecie nauczać, że aby nas zbawić Jezus musiał utożsamić się z upadłym człowieczeństwem.

 

Nigdy też nie zezwolonoby na to, aby sztandarowe wydawnictwo naszego Kościoła, jakim jest Review and Herald wydało książkę “TOUCHED WITH OUR FEELINGS”, w której profesor Zurcher udowadnia, że wcześniej Kościół Adwentystów miał tylko jeden pogląd na temat człowieczeństwa Chrystusa, a drugi (nowy) pojawił się dopiero w latach 1950-tych w wyniku rozmów z teologami reprezentującymi inne wyznania.

 

Na potwierdzenie tego pozwolę sobie zacytować bardzo interesujący fragment wstępu do w/w książki, którego autorem jest Kenneth H. Wood – ówczesny i obecny Dyrektor Ellen G. White Estate:

 

„Wyobraźcie sobie moje zdumienie, kiedy jako jeden z redaktorów Review w latach 1950–tych, usłyszałem jak niektórzy przywódcy Kościoła zaczęli nauczać, że nasze dotychczasowe stanowisko odnośnie człowieczeństwa Chrystusa było błędnym zrozumieniem, i że pogląd ten był w Kościele tylko czymś w rodzaju piątego koła u wozu. Do tej niespodziewanej i radykalnej zmiany doszło w wyniku nawiązania rozmów z kilkoma protestanckimi teologami, którzy byli zwolennikami poglądu o naturze ludzkiej, której jedną z cech była fałszywa doktryna o nieśmiertelności duszy. Powiedziano mi wtedy, że nasze stanowisko odnośnie człowieczeństwa Chrystusa zostało ostatecznie wyklarowane. W wyniku tych rozmów, kilku przywódców biorących udział w tych dyskusjach, oświadczyło, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed, a nie po upadku. W ten sposób nastąpiła całkowita zmiana poglądu na temat wcielenia Chrystusa”.

 

A teraz cytat z tej samej publikacji, z rozdziału 10, w którym już sam autor książki – profesor Zurcher wyjaśnia, jak doszło do wspomnianej zmiany poglądów:

 

„Wydarzenia, które doprowadziły do powstania nowego poglądu na temat ludzkiej natury Chrystusa są dobrze znane… Wszystko zaczęło się w styczniu 1955 roku, kiedy to w ewangelicznym periodyku Our Hope, ukazała się wypowiedź oświadczająca, ze Kościół Adwentystów Dnia Siódmego zniesławia Osobę i dzieło Jezusa Chrystusa, nauczając, że Chrystus w swoim człowieczeństwie miał udział w naszej grzesznej, upadłej naturze

Od 1955 do roku 1956 odbyło się aż 18 rozmów pomiędzy ewangelicznymi chrześcijanami a adwentystami mające na celu przedyskutowanie doktryny o wcieleniu Chrystusa… Przedstawiciele Kościoła Adwentystów, wyjawili Walterowi Martinowi, że tak jak w każdej sferze fundamentalnego chrześcijaństwa istnieją pewni nieodpowiedzialni fanatycy, tak też wśród adwentystów istnieje grupa takich samych fanatyków (lunatic fringe). Jasno wynika z tego, że ci reprezentujący adwentystów teolodzy dali do zrozumienia, że ci, którzy wcześniej napisali, iż Chrystus przyjął upadłą ludzka naturę są nieodpowiedzialni a nawet obłąkani! Czytając sprawozdanie Froom’a z tych spotkań, uderzające jest jego pragnienie, aby adwentyści mieli opinie autentycznych chrześcijan. Świadczą o tym same podtytuły jego raportu: WALTER MARTIN POTWIERDZA, ŻE ADWENTYŚCI DNIA SIÓDMEGO SĄ BRAĆMI W CHRYSTUSIE, ADWENTYŚCI SĄ BEZ WĄTPIENIA CHRZESCIJANAMI. Froom stwierdził nawet, że obecnie ewangeliczni chrześcijanie traktują tę zmianę jako wynik całkowicie odrzuconych błędnych poglądów z przeszłości. Podczas gdy te spotkania miały miejsce, uzgodniono, że wyniki tych dyskusji będą w tym samym czasie przedstawiane w oficjalnych publikacjach obu stron. Ten nowy adwentystyczny pogląd, faktycznie został opublikowany w magazynie Ministry we wrześniu 1956 roku pod tytułem Rady Ducha Proroctwa. Było to też swego rodzaju nowe podejście do tego zagadnienia, gdyż do tego czasu wszelkie dyskusje prowadzono na podstawie Pisma Świętego. Otworzyło to także drogę do przyszłych niekończących się sporów odnośnie znaczenia wypowiedzi Ellen White na ten temat. Roy Allan Anderson – Sekretarz Wydziału Kaznodziejskiego przy Generalnej Konferencji i Redaktor Naczelny czasopisma Ministry, uważał za konieczność wprowadzenie niżej przedstawionego wyjaśnienia, które faktycznie ukazuje charakterystykę tej nowej adwentystycznej chrystologii: Nikt nie spiera się, co do tego, że Jezus mógł być chory, albo że doświadczał słabości, na które podatna jest ludzka natura, gdyż On faktycznie niósł to wszystko. Ale czy nie mogło być tak, że On niósł to również zastępczo, po prostu tak, jak niósł grzechy całego świata? Te słabości i ułomności oraz niedoskonałości są tym, z czym my sami w naszych grzesznych upadłych naturach musimy się borykać. Dla nas są one czymś naturalnym  i wrodzonym, ale On je przyjął jako coś, co nie było dla Niego wrodzone, lecz niósł je w swojej doskonalej, bezgrzesznej naturze jako nasz zastępca. Chrystus dźwigał to wszystko zastępczo, tak jak zastępczo niósł nieprawości nas wszystkich. Mówiąc krótko, cokolwiek Chrystus przyjął, to nie stalo sie Jego udzialem wewnetrznie i nie było to dla Niego czymś wrodzonym… Wszystko, co Jezus przyjął, wszystko, co niósł, czy to zaplata za nasze nieprawości, czy nasze choroby oraz słabości naszej natury, wszystko to przyjął i niósł zastępczo.

Słowo zastępczo stało się faktycznie magiczną formułą w tym nowym kamieniu milowym adwentyzmu. Według autora książki Questions on Doctrine, to właśnie w tym sensie wszyscy powinni rozumieć wypowiedzi Ellen White, gdy czasami odwołuje się ona do grzesznej ludzkiej natury Chrystusa. Autorzy tej książki zamieścili w niej 66 cytatów autorstwa Ellen White i podzielili je na kilka grup, nadając im wymowne tytuły, takie jak: Przyjął bezgrzeszną ludzka naturę, albo Doskonała bezgrzeszność ludzkiej natury Chrystusa. Takie określenia jednak nigdy nie były używane przez Ellen White w celu uzasadnienia przyjęcia przez Chrystus bezgrzesznej natury (ale jedynie faktu, że nigdy nie zgrzeszył On pomimo utożsamienia się z naszą grzeszną naturą).

Jasne jest, że ten nowy kamień milowy adwentyzmu znacząco różnił się od tradycyjnych poglądów, których wcześniej Kościół nauczał odnośnie ludzkiej natury Chrystusa. Różnica ta obejmuje następujące aspekty: Chrystus, na płaszczyźnie duchowej i moralnej przyjął naturę Adama sprzed upadku; Odziedziczył jedynie fizyczne skutki grzesznej ludzkiej natury; Niósł grzechy świata nie faktycznie (w rzeczywistości), ale jedynie zastępczo (bez utożsamienia się z grzeszną naturą). Książka Seventh-day Adventists Questions on Doctrine, po otrzymaniu uwierzytelnień od Generalnej Konferencji została szeroko rozpowszechniona w seminariach duchownych, na uniwersytetach oraz w publicznych wydawnictwach. Tysiące egzemplarzy zostało również wysłanych profesorom teologii oraz duchownym innych denominacji. Blisko 140 tysięcy rozpowszechnionych egzemplarzy tej książki wywarło zdecydowany wpływ zarówno na adwentystach, jak i przedstawicielach innych wyznań. Opublikowanie tej książki wywołało jednak oburzenie, na którego skutki nie trzeba było długo czekać. Niemal natychmiast po wydaniu tej książki, stała się ona obiektem ataków i przedmiotem niekończących się sporów, które z niesłabnącą intensywnością trwają aż do dzisiaj”. (Współczujący Zbawiciel >)

W powyższym cytacie celowo podkreśliłem słowo „zastępczo”, aby wykazać, jak ogromny związek wyraz ten ma z tym „nowym” zrozumieniem inkarnacji Chrystusa, czyli z poglądem mówiącym o tym, że Jego udziałem stała się jedynie natura Adama sprzed upadku. Jeśli zgodzimy się z tym, że Pan Jezus przyjął człowieczeństwo wolne od grzesznej natury, to czy mógł On zanieść w swoim „ciele” na krzyż i „zgładzić (tam) grzech (l. poj.) świata” w rzeczywistości? Nie! Z tego powodu musimy powiedzieć, że mógł dokonać tego w jakiś tajemniczy „zastępczy” sposób! Jednak Biblia mówi, że Chrystus to „Baranek, który gładzi grzech świata” i Bóg faktycznie, literalnie (w rzeczywistości) a nie jedynie zastępczo „potępił (ten) grzech (w Jego) ciele” (Rzym. 8:3)! Musiało tak być, gdyż inaczej nie miałby legalnej podstawy do zbawienia grzesznej ludzkości. Każdy więc, kto chce zaakceptować całą biblijną Prawdę musi jednocześnie wyznawać nie tylko pogląd mówiący o tym, że Pan Jezus utożsamił się z upadłą ludzką naturą, ale że tym samym żył i umierał jako Przedstawiciel grzesznej ludzkości.

 

Żeby przekonać się o tym, że również siostra White tak to rozumiała wystarczy przeczytać mówiący o chrzcie rozdział z książki Życie Jezusa:

 

„W czasie tej modlitwy Chrystus prosił Ojca o świadectwo, że w Osobie Swojego Syna przyjmuje na swoje łono rodzaj ludzki… Pomimo upokorzenia wynikającego z przyjęcia naszej upadłej natury, głos z nieba dał świadectwo temu, że jest On Synem Wiekuistego… Słowa wypowiedziane do Jezusa nad Jordanem Ten jest On, Syn mój miły, w którym mi się upodobało dotyczą całej ludzkości. Bóg mówił do Jezusa, jako do naszego przedstawiciela” („Życie Jezusa”, wyd. VII, str. 72-74).

 

Czy zatem istnieje jakakolwiek podstawa, aby potępiać kogokolwiek, i to tylko dlatego, że osoba ta twierdzi, iż zastępcza ofiara Chrystusa polegała na tym, że przyjął On chrzest, żył bezgrzesznym życiem i umierał jako rodzaj ludzki (jako nasz Przedstawiciel), i że prawo do tego uzyskał w wyniku „upokorzenia, wynikającego z przyjęcia naszej upadłej natury”? Przecież dokładnie takie jest świadectwo Pisma Świętego (2 Kor. 5:14; Rzym 8:3) oraz Ducha Proroctwa! Pomimo tego jednak, nierzadko osoby, które wyznają tę prawdę, zamiast spotkać się z uznaniem są potępiane.

 

Jeśli zaś chodzi o cytat z książki „Wierzyć tak jak Jezus”, to nie wynika z niego, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku. Autor w sposób dość „dyplomatyczny” podszedł do tego zagadnienia, wiedząc o tym, że wewnątrz Kościoła od 1956 roku stale ścierają się ze sobą dwa przeciwne poglądy. Z tego powodu nie jest łatwo na podstawie tego artykułu dojść do jednoznacznego wniosku. Oto przykład:

 

„Biblia ukazuje ludzką naturę Jezusa jako naturę bezgrzeszną. Jego urodzenie było nadnaturalne – został poczęty przez Ducha Świętego (Mat. 1,20)… Przyjął On na siebie naturę ludzka w jej upadłym stanie, niosąc na sobie konsekwencje grzechu, ale nie jej grzeszność. Był jedno z rodzajem ludzkim z wyjątkiem grzechu”.

 

Na podstawie tej wypowiedzi można dojść do wniosku, że Chrystus przyjął „naturę bezgrzeszną w jej upadłym stanie”. Jeśli chodzi o mnie, to mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić lub nie w zależności od tego, co autor miał tu na myśli. Jeśli chciał dać do zrozumienia, że Chrystus przyjął na swoją boską naturę naszą grzeszną naturę w jej upadłym stanie, ale ponieważ nigdy w tej naturze nie zgrzeszył, to w tym sensie była to bezgrzeszną naturą, to jak najbardziej jest to zgodne z tym, co mówi Biblia. Podobnie, jeśli miał na myśli to, że Chrystus, pomimo przyjęcia upadłej ludzkiej natury, nie stał się grzesznym człowiekiem, bo tylko On przyjął tę upadłą naturę na swoją boską naturę, a oprócz tego nigdy w naszej naturze nie zgrzeszył, bo również w przeciwieństwie do nas już od poczęcia napełniony był Duchem Świętym, to także bez wahania się z tym zgadzam, gdyż dokładnie tak przedstawiona jest ta prawda w Biblii.

Jeżeli zaś wypowiedź autora oznacza, że udziałem Chrystusa stała się jedynie fizyczna upadła ludzka natura, a pozostałe elementy Jego człowieczeństwa były takie, jakie posiadał w Edenie bezgrzeszny i święty Adam, to twierdzenie takie jest nie do przyjęcia.

 

Nie ma ani jednego biblijnego tekstu oraz ani jednej wypowiedzi Ducha Proroctwa, która potwierdziłaby, że udziałem Chrystusa stała się jedynie nasza fizyczna upadła natura. Użyte w Piśmie Świętym wielokrotnie w odniesieniu do człowieczeństwa Zbawiciela słowo „ciało” obejmuje wszystkie elementy grzesznej ludzkiej natury, co zresztą jasno wyraził w jednej ze swoich książek prof. Z. Łyko:

 

„Słowo ciało (hebr. basar, gr. sarks) jest w symbolice biblijnej synonimem przyrodzonej, upadłej i grzesznej, skoncentrowanej na sprawach ciała natury ludzkiej…  Pojęcie cielesności, które równoznaczne jest z pojęciem grzeszności, nie ogranicza się wyłącznie do ciała, czyli fizycznej (somatycznej) strony istoty ludzkiej, lecz obejmuje także jej sferę duchową – jej psychikę, całą osobowość” („NAUKI PISMA ŚWIĘTEGO”, str. 500).

 

Jeśli więc w Rzym. 1:3 Biblia mówi, że Chrystus „narodził z nasienia Dawida według ciała” (BG), to czy może mieć na myśli to, że narodził się On jedynie z fizyczną grzeszną ludzką naturą, którą odziedziczył On po m.in. Dawidzie? Wygląda na to, że nie. Podobne znaczenie ma słowo „ciało” w Rzym. 8, 3.

 

Jak najbardziej zgadzam się również z tym, że Pan Jezus pomimo tego, że został posłany w „postaci grzesznego ciała”, to nigdy nie zgrzeszył nawet w myślach, zachował doskonałą świętość i nie miał żadnych grzesznych żądz. Było tak jednak tylko dlatego, że On sam nigdy nie zgrzeszył i nigdy w przeciwieństwie do nas nie trwał w grzechu. Oznacza to, że nie możemy powiedzieć, iż nie posiadał On grzesznych żądz, dlatego, że wziął na Siebie jakąś „anielską” naturę Adama sprzed upadku, lecz było tak pomimo przyjęcia natury Adama, która stała się jego udziałem już po upadku, czyli pomimo tego, że wewnętrznie był „kuszony we wszystkim tak, jak my” i to pomimo codziennego zmagania się z naturalnymi (odziedziczonymi) tendencjami naszej upadłej natury, które jeszcze nie „poczęły” i nie zrodziły grzechu.

 

Nie muszę też rozpisywać się zanadto na ten temat, bo pogląd ten przedstawiony jest szczegółowo w artykule, którego autorem jest pastor Joe Crews oraz w kilku innych opracowaniach, które znajduje się na mojej stronie >.

 

 

III. „Będąc pastorem jestem przekonany, ze przeciętny człowiek, taki wzięty z ulicy lub kościelnej ławy, byłby beznadziejnie zgubiony, gdyby jego zbawienie polegało na zjadliwie uczonym rozumieniu natury Chrystusa. Owe techniczne definicje na ten temat wywołują tylko zamęt”.

 

ODPOWIEDŹ: Jestem pewien, że jeśli w ogóle dokładnie przeczytałeś to, co napisałem na temat człowieczeństwa Chrystusa, to wszystko dobrze zrozumiałeś, a jeśli nie, to napisz, które elementy są według Ciebie „zjadliwie uczone”. Faktycznie dla każdego kto tylko uważnie i z modlitwą czyta treść tych opracowań jest to zrozumiała, logiczna i jasna nauka.

Poza tym, rozważając święty temat wcielenia Chrystusa mamy zgodnie z danym nam świadectwem „głęboko kopać w poszukiwaniu ukrytej prawdy” i prawda ta wcale nie jest trudna ani zagmatwana. A nie zgadzając się z tym można tylko zniechęcić do studiowania tego niezwykle ważnego tematu, do zgłębiania którego zachęcała nas przecież E. White.

 

  1. IV. „Istnieją pewne zagadnienia, które zawierają elementy niezbadane i tajemne, które nigdy w tym doczesnym życiu nie będą przez nas ani w pełni zrozumiałe, ani wyjaśnione”.

 

ODPOWIEDŹ: Słowo „tajemnica” nie odnosi się w Biblii do tego, jakie człowieczeństwo stało się udziałem Chrystusa, bo to nie musi być i nie jest dla nas „tajemnicą”, ale jedynie do faktu, że pomimo tego, iż Jezus przyszedł na ten świat „w postaci grzesznego ciała”, to „pokonał grzech w ciele”, w przeciwieństwie zresztą do nas wszystkich: „Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, Został usprawiedliwiony w duchu” (1 Tym. 3:16).

 

  1. V. „…Czyż nie wystarczy człowiekowi przyjąć, że Chrystus był w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem?

 

ODPOWIEDŹ: No właśnie tutaj tkwi problem, bo choć napisałeś, że „Chrystus „był w pełni człowiekiem”, to masz jedynie na myśli to, że był On człowiekiem takim jak Adam przed upadkiem (z wyjątkiem jedynie fizycznej sfery ludzkiej natury). Ja zaś jestem innym człowiekiem z zupełnie inną moralną naturą. W przeciwieństwie do Adama sprzed upadku jestem „zarażony wirusem” zakonu grzechu, który jest we mnie. Z tego powodu, w przeciwieństwie do Adama, jestem kuszony wewnętrznie i dla mnie odparcie pokusy stanowi wielki problem i wywołuje cierpienie, którego bezgrzeszny Adam nie mógł wówczas doświadczyć. Dla mnie więc taki Chrystus jest oddalony ode mnie o ponad 6 tysięcy lat, nie jest mi bliski, nie jest w stanie mnie zrozumieć ani pomóc, i nie może też legalnie być moim przedstawicielem w walce z grzechem i śmiercią! Mógł jedynie reprezentować świętego Adama sprzed upadku, który faktycznie na tamtym etapie nie potrzebował nawet zbawiciela. Jedyną legalną zasługą takiego Chrystusa (z naturą Adama sprzed upadku) byłoby udowodnienie, że bezgrzeszny Adam z łatwością mógł oprzeć się pokusie i nie zgrzeszyć.

 

A zatem, „nie wystarczy człowiekowi przyjąć, że Chrystus był w pełni (takim) człowiekiem”, jakim Ty Go sobie wyobrażasz, gdyż grzeszny człowiek potrzebuje takiego Zbawiciela, jakiego faktycznie oferuje mu Słowo Boże w Rzym. 8:3, czy w 2 i 4 rozdziale listu do Hebr.

 

  1. VI. „Nauki J. Sequeiry, dotyczące szczególnie wcielenia Chrystusa prowadzą do perfekcjonizmu…”.

 

ODPOWIEDŹ: Jesteś pierwszą znaną mi osobą, która poglądom J. Sequeiry zarzuca perfekcjonizm. Wysunąłeś jednak jedynie twierdzenie, że jego pogląd na temat wcielenia prowadzi do perfekcjonizmu, ale nie przedstawiłeś żadnego uzasadnienia.

O perfekcjonizm można posądzić np. adwentystycznego i dość popularnego autora o nazwisku Dennis Priebe, który podobnie jak Sequeira uważa, że Pan Jezus musiał utożsamić się z naszym upadłym człowieczeństwem. Z drugiej strony jednak w Internecie krytykuje on poglądy J. Sequeiry odnośnie uświęcenia, wyjaśniając, że uświęcenie, wbrew temu, co twierdzi Sequeira, nie staje się naszym udziałem przez wiarę, ale ma być osiągnięte przez nas w kooperacji z Duchem Świętym, stanowiąc niezbędny dla zbawienia warunek. Ten adwentystyczny teolog wykorzystuje pogląd o przyjęciu przez Chrystusa grzesznego człowieczeństwa, by wysunąć wniosek, że możemy a nawet musimy pokonać grzech tak jak On, i że jest to koniecznym do zbawienia warunkiem. Tu dopiero masz przykład perfekcjonizmu, gdyż kaznodzieja ten uczynił nasze uświęcenie środkiem zbawiennym, co faktycznie jest też herezją. Ci, którzy – tak jak to czyni właśnie Dennis Priebe – starają się koncentrować naszą uwagę na Chrystusie jako przykładzie, bez wcześniejszego przedstawienia Go jako Zbawiciela, faktycznie robią wrażenie kogoś, kto naucza teorii przykładu zbawienia. Właśnie z tego powodu często oskarżani są o herezję perfekcjonizmu i legalizmu.

Nie jest tak jednak w przypadku J. Sequeiry, gdyż główny nacisk kładzie on na fakt, że, podstawowym powodem wcielenia Chrystusa było niewątpliwie uzyskanie legalnej możliwości zbawienia upadłego rodzaju ludzkiego (Mat.1,21; Gal.4,4-5; Hebr.2,14-17). I tylko dla tych, którzy najpierw przyjmą Go jako Zbawiciela może On stać się też przykładem.

W swoim liście posłużyłeś się wypowiedzią Roberta Spangler’a, który napisał, że “Kościół stałby dzisiaj na wyższym poziomie duchowym, gdyby, zamiast debatować wciąż nad naturą Chrystusa, poświęcił ten czas staraniu, żeby być takim jak On“. Po przedstawieniu tego cytatu natychmiast dodałeś: „To jest wyzwanie przed nami, nieprawdaż?”

Wygląda więc na to, że zgadzasz się z tym, iż faktycznie mamy starać się być takimi jak Jezus. Tylko problem w tym, że jeśli uznamy, iż Chrystus posiadł świętą naturę Adama sprzed upadku, to czy możemy mieć nadzieję na zwycięstwo nad grzechem? Podobnie słowa Chrystusa „ufajcie, ja zwyciężyłem świat” stanowią w tej sytuacji niezrozumiałą dla nas obietnicę.

Poza tym, wbrew temu, co napisał Spangler, według E. White mamy zgłębiać temat wcielenia Chrystusa, bo „Jego człowieczeństwo jest dla nas wszystkim”. To właśnie przede wszystkim „debatowanie” (oczywiście w duchu miłości i tolerancji) na temat wcielenia Pana Jezusa w największej mierze sprawia, że „staramy się być tacy jak On”, gdyż daje nam to wiarę w zwycięstwo. Ktoś zaś usilnie dąży do tego, by wiarę tę nam odebrać poprzez m.in. zmianę poglądu na temat ludzkiej natury Pana Jezusa i zniechęcanie do zgłębiania tego zagadnienia.

 

Wydaje mi się też, że powodem Twoich wątpliwości może być to, że masz nieco inne niż np. ja zrozumienie tego, czym jest perfekcjonizm. Napisałem ”wydaje mi się”, bo nie wyjaśniłeś tego, jak rozumiesz słowo „perfekcjonizm”. W moim mniemaniu, i jak się przekonałem, także w zrozumieniu E. White, perfekcjonizm, to przekonanie, że ci, którzy są uświęceni nie mogą zgrzeszyć, muszą osiągnąć stan bezgrzeszności (w sensie uwolnienia się od grzesznej natury), albo że stan taki (ich własna doskonałość i bezgrzeszność) stanowi niezbędny warunek konieczny do zbawienia.

Ciekawą charakterystykę perfekcjonisty przedstawił pewien teolog: „Perfekcjonista to człowiek, który bezustannie podejmuje naznaczone cierpieniem próby doskonałego naśladowania obranego przez siebie wzoru, będąc jednocześnie dla wszystkich otaczających go osób źródłem nieustannych cierpień”. Nawrócony zaś chrześcijanin, który „chodząc w Duchu” naśladuje Zbawiciela, nie ma nic wspólnego z perfekcjonizmem, nie powoduje też, że otaczające go osoby cierpią z jego powodu, ale miłuję wszystkich, włącznie z tymi, którzy nie podzielają jego poglądów i tymi, którzy być może są nawet wrogo do niego ustosunkowani.

 

Do perfekcjonizmu, czego przykładem są wywody Deniss’a Priebe, faktycznie może prowadzić pogląd o przyjęciu przez Chrystusa naszej upadłej natury, ale równie dobrze do perfekcjonizmu może doprowadzić twierdzenie, którego jesteś zwolennikiem, a mianowicie, że udziałem Chrystusa ustala się święta natura Adama sprzed upadku. Doskonałym tego przykładem był ruch świętego ciała, który pojawił się niegdyś w naszym Kościele. Jego zwolennicy – w przeciwieństwie do powszechnie przyjętego przez adwentystów w tamtym czasie poglądu – nauczali, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku, i dlatego posiadł „święte ciało”. Pogląd ten zaś dał podstawę, by twierdzić, że to samo „święte ciało” (bezgrzeszność) może stać się udziałem wierzących poprzez naśladowanie doświadczenia, które przeżył Chrystus w Getsemane. W ten sposób ci, którzy naśladowali Chrystusa mogli osiągnąć podobny stan, nawet fizycznej bezgrzeszności. Oto fragment adresowanego do Ellen White listu Haskel’a, w którym informuje on ją o perfekcjonistycznych poglądach zwolenników tej grupy, opartych na doktrynie o bezgrzesznym człowieczeństwie Chrystusa: „Gdy wyraziliśmy swoją wiarę w to, że Chrystus urodził się w upadłym człowieczeństwie, wówczas oni uważali nas za osoby, które wierzą, że Chrystus zgrzeszył. Było tak pomimo tego, że tak jasno przedstawiliśmy nasz pogląd, iż nikt nie powinien nas niewłaściwie zrozumieć… Wierzą oni, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku, i dlatego Jego człowieczeństwo było święte. W związku z tym twierdzą, że teraz nastał również dla nas ten szczególny czas na to, byśmy stali się świętymi na takiej samej zasadzie” (List Haskela do E. White, 25 Sept. 1900).

 

Poza tym, perfekcjonizm może wiązać się też z dążeniem do zbawienia dzięki własnej doskonałości, i to kosztem cierpień otoczenia, oskarżając i wytykając innym ich niedoskonałości. Pastor Sequeira zaś stanowczo sprzeciwia się takiemu poglądowi uznając go za herezję. Natomiast, dążenie już zbawionego przez wiarę i cieszącego się pomimo niedoskonałości wewnętrznym pokojem chrześcijanina do całkowitego zwycięstwa nad mocą grzechu (a nie jego obecnością) w sensie doskonałości moralnej nie jest perfekcjonizmem!

Trafną definicję właściwej chrześcijańskiej doskonałości, której wymaga od nas Bóg, zamieszczono w Lekcjach Biblijnych, na trzeci kwartał 1994 roku, na stronie 50. Fragment ten jest jednocześnie cytatem zaczerpniętym z książki „Przypowieści Chrystusa” (str. 188):

 

„W tym życiu i w wieczności, całkowita doskonałość duchowa, umysłowa, fizyczna i społeczna nigdy nie zostanie osiągnięta, gdyż to oznaczałoby koniec możliwości wzrastania. Jednakże doskonałość w sensie zwycięstwa nad grzechem jest dostępna dla wszystkich przez Chrystusa. Bóg przede wszystkim wymaga od nas doskonałości moralnej”.

 

O tym, że Ellen White była przeświadczona o możliwości odniesienia pełnego zwycięstwa nad mocą grzechu świadczyć mogą również inne jej wypowiedzi:

 

Możemy zwyciężyć w pełni, całkowicie! Jezus poniósł śmierć, aby otworzyć nam drogę ucieczki, tak abyśmy mogli pokonać każdy zły nastrój, każdy grzech, każdą pokusę” (Testimonies, Vol. 1, p. 144);

 

“Nawet w myślach Chrystus nie uległ pokusie. Tak samo może być z nami” (Desire of Ages, p. 123);

 

“Być zbawionym oznacza zaniechać grzechu” (1 Piotr. 4:1) (Review & Herald, Sept. 25, 1900);

 

”Ludzkie istoty mogą w tym życiu osiągnąć doskonałość charakteru” (Acts of the Apostles, p. 531).

 

Pozwól, że zadam Ci pytanie, a mianowicie, czy wierzysz w to, że mieszkający w nawróconej osobie Duch Święty pragnie i może obdarzyć tę osobę zwycięstwem nad mocą grzechu? Żaden chrześcijanin nie powinien wątpić w to, że skoro Pan Jezus dwa tysiące lat temu doskonale „potępił grzech w ciele”, to może też dokonać tego po raz drugi, tym razem w naszym ciele grzechu. W Rzym. 6:15 czytamy:

 

„Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego”.

 

Dążąc jednak do pełnego zwycięstwa nad mocą grzechu, musimy pamiętać o tym, że już teraz, pomimo naszych niedoskonałości jesteśmy przez Boga uznani za świętych w Chrystusie, i nawet jeśli nauczymy się bezustannie „chodzić w Duchu”, to nie będzie to zasługą do zbawienia, ale demonstracją mocy Ewangelii. Czy nadal dostrzegasz w tym perfekcjonizm?

 

Niżej zamieściłem też obszerną wypowiedź pastora Sequeir’y, wierząc, że po jej uważnym przeczytaniu nie będziesz miał wątpliwości, że jego zrozumienie Ewangelii i inkarnacji Chrystusa nie prowadzi do perfekcjonizmu, ale raczej do słusznego przeświadczenia, że możliwość zwycięstwa nad grzechem jest czymś realnym:

 

„Poważnym błędem i nie mającą uzasadnienia w Biblii herezją jest twierdzenie, że zbawienie następuje na zasadzie naśladowania Chrystusa w Jego świętym życiu. Nauka taka czyni uświęcenie środkiem zbawiennym, przez co staje się formą legalizmu, będącego zaprzeczeniem zbawienia wyłącznie z łaski przez wiarę. Prawda Ewangelii mówi, że człowiek może być zbawiony tylko i wyłącznie przez wiarę w to, czego już dokonał Jezus Chrystus. W Piśmie Świętym wszystkie elementy zbawienia, zarówno usprawiedliwienie jak i uświęcenie oraz uwielbienie mogą być grzesznemu człowiekowi wyłącznie udzielone na podstawie jego wiary w Zbawiciela. Tych bezcennych wartości nie możemy uzyskach przez jakiekolwiek własne wysiłki i starania, ani też w formie substytutu. Nigdzie w całym Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia teorii mówiącej o tym, że uświęcenie to dobre uczynki wierzącego, które pojawiają się w wyniku jego własnych wysiłków w kooperacji z Duchem Świętym. Jezus nie posłał Ducha Świętego, aby zamieszkał w ciele wierzącego po to, aby dopomóc mu stać się dobrym, ale aby wnieść sprawiedliwość Jezusa Chrystusa w wierzącego człowieka i w ten sposób uzdolnić go do prowadzenia świętego życia, oczywiście już nie po to, aby obdarzyć go zbawieniem, ale by pokazać owoc usprawiedliwienia z wiary.

Chociaż wiara jest ciągłym zmaganiem i w grzesznym ciele zawsze wymaga wysiłku, to autentyczne uświęcenie jest pracą Ducha Bożego demonstrującego zbawienną moc Ewangelii w życiu usprawiedliwionego chrześcijanina.

Tak więc prawdziwa Ewangelia, to nie tania łaska, i choć udziela sprawiedliwości i zbawienia w formie niezasłużonego daru, to z drugiej strony nie pozwala pobłażać grzechowi i nie daje grzesznikowi żadnej możliwości, by mógł mieć jakąkolwiek wymówkę do trwania w grzechu.

Ponieważ temat ten nie zawsze jest właściwie rozumiany oraz interpretowany, warto zaznaczyć, ze wspomniane tu zwycięskie i bezgrzeszne życie nie może być mylone z bezgrzesznością, czy perfekcjonizmem. Bezgrzeszność natury nie stanie się rzeczywistością, do czasu powtórnego przyjścia Chrystusa, kiedy to, co skażone, przyoblecze się w to, co nieskażone (1Kor. 15:54). Bezgrzeszne życie oznacza odzwierciedlenie charakteru Chrystusa w grzesznym ciele. Proces ten nie przynosi żadnej zmiany w kwestii natury wierzącego, która pozostaje grzeszna aż do śmierci wierzącego człowieka lub powrotu Chrystusa…

Ponieważ sprawiedliwe życie wierzącego jest dziełem Boga w grzesznym ciele, dlatego Pismo Święte określa je mianem tajemnicy pobożności: Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, Został usprawiedliwiony w duchu (1Tym. 3:16). Tą tajemnicą pobożności pierwotnie było święte życie Chrystusa w grzesznym ciele i ta sama tajemnica może dokonać się również dzisiaj w grzesznym ciele każdego z nas, jeśli tylko pozwolimy Chrystusowi w tym ciele zamieszkać…

Tak jak niemożliwością jest uzyskanie przebaczenia grzechów bez przyjęcia wymazującego na krzyżu ciężar naszych grzechów Chrystusa, tak niemożliwością jest odniesienie zwycięstwa nad grzechem, dopóki nie zobaczymy w Słowie Bożym obrazu Chrystusa, potępiającego grzech w naszym grzesznym ciele. Chrystus pragnie dzisiaj żyć w nas tym samym życiem, jakie prowadził w ciele dwa tysiące lat temu i z utęsknieniem czeka na chwile, kiedy pozwolimy Mu odnowić w nas Jego charakter (COL 69). Jak długo jeszcze każemy Mu czekać?”

 

VII. „Wierzę, że Twoje intencje są dobre, że jesteś zatroskany o stan Kościoła w Polsce i na świecie, ale nie tędy droga…”.

 

ODPOWIEDŹ: Czy faktycznie masz rację pisząc „nie tedy droga”? Z pewnością również i Ty zastanawiałeś się, dlaczego wciąż nie widać żadnych oznak duchowego ożywienia, czemu tak długo nie możemy doczekać się obiecanego wylania Ducha Świętego, dlaczego Pan Jezus jeszcze nie przyszedł?

Z treści książki Daniels’a, o której wspomniałeś, jasno wynika, że to właśnie poselstwo o sprawiedliwości Chrystusa otwiera drogę do wylania Ducha Świętego i powrotu Chrystusa. Dlaczego wiec pomimo tego, że prawda o usprawiedliwieniu przez wiarę jest głoszona w naszej społeczności w dostatecznym stopniu, to od tylu lat ciągle czekamy, choć wiemy, że mogło się to stać już ponad 100 lat temu?

Błogosławieństwa te nie stały się jeszcze naszym udziałem nie dlatego, że Chrystus nie pragnie przyjść jak najszybciej. Wszystko więc wskazuje na to, że jest tak tylko dlatego, że wciąż jeszcze nie przyjmujemy poselstwa, które pochodzi od Pana. Może wiec już najwyższy czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tradycyjne (protestanckie) zrozumienie ewangelii, którego jesteś przedstawicielem, i z którym utożsamia się ogromna większość naszych kaznodziejów i teologów jest faktycznie tą prawdą ewangelii, która jest odpowiednikiem poselstwa z Minneapolis, i która ma według wypowiedzi E. White (choćby z cytowanej przez Ciebie książki Daniels’a) otworzyć drogę do ożywienia i wylania Ducha Świętego? Jeśli tak jest, to dlaczego od tylu lat wciąż nic się nie dzieje? Przecież w czasach Minneapolis, gdy tylko prawda o sprawiedliwości Chrystusa zaczęła być głoszona, siostra White wystosowała potem szokującą wypowiedz, że już rozpoczęło się wylanie Ducha Świętego! Oczywiście, zgadzam się z tym, że typowe ewangeliczne zrozumienie zbawienia przez wiarę miało ogromną wartość i wspaniale spełniło w historii swoje zadanie. Jednak 100 lat temu Pan przekazał nam Prawdę, która skorygowała błędy, jakich reformatorzy nie zdołali się ustrzec. Jednym z takich błędów było przeświadczenie o tym, że Chrystus utożsamił się jedynie z bezgrzeszną naturą Adama sprzed upadku. Poselstwo zaś z 1888 roku skorygowało ten błąd. Drugim i pochodzącym od Pana błogosławieństwem było także to, iż E. White czy Waggoner oraz Jones, a w szczególności W. W. Prescott uświadomili sobie, że poprzez utożsamienie się z naszym potrzebującym odkupienia człowieczeństwem Chrystus stał się naszym reprezentantem i wszystko, czego On dokonał staje się legalnie naszą historią, a korzyść z tego historycznego wydarzenia mamy, gdy tylko wiarą fakt ten akceptujemy.

Twoim zdaniem są to „techniczne” sformułowania, które powodują jedynie „zamęt”, ale popełniasz poważny błąd wysuwając takie wnioski i być może oddalając czytające to osoby od poselstwa, które pochodzi od Pana, odnośnie też, którego A. Daniels we wspomnianej wcześniej książce przytacza następującą wypowiedz E. White:

 

„Ci, którzy nie zechcą kroczyć w jego chwale nazwą fałszywym światło, które oświeca ziemię… Błagamy was, którzy sprzeciwiacie się światłu prawdy, nie stójcie na drodze ludu Bożego! Niech światło zesłane z nieba świeci im jasnymi promieniami… Niebo smuci się z powodu duchowej ślepoty wielu spośród naszych braci. Pan powołał posłańców i obdarzył ich swoim Duchem… Niechaj nikt nie podejmuje ryzyka stawania pomiędzy ludem, a poselstwem z nieba! Poselstwo Boże przyjdzie do ludzi, a jeśli nie będzie nikogo do głoszenia go, kamienie krzyczeć będą”.

 

 

PODSUMOWANIE

 

W jednym ze swoich kazań profesor Prescott, w odniesieniu do Osób, które sprzeciwiały się Prawdzie o reprezentacyjnej ofierze Chrystusa oraz przyjęciu przez Niego naszej upadłej natury, napisał takie słowa:

 

„Gdy jakiś człowiek wyrobi już sobie o Chrystusie błędny pogląd, wtedy całkowicie oddaje się pielęgnowaniu tej fałszywej idei, nierzadko rujnując przy tym życie tych wszystkich, którzy inaczej (prawidłowo) wyobrażali sobie Chrystusa. Najlepszym tego przykładem był Paweł. Przez całe życie szukał on Mesjasza, ale swojego, a nie tego prawdziwego, Bożego. I kiedy ten Boży Mesjasz w końcu przyszedł, Paweł Go nie rozpoznał. Niektórzy Go poznali i uwierzyli w Niego, ale Paweł miał już ukształtowany błędny pogląd na temat Mesjasza, więc natychmiast zaczął prześladować tych, którzy nie wierzyli w jego Mesjasza. Wspominając o tym napisał on: Słyszeliście bowiem o moim dawniejszym postępowaniu w żydostwie, że srodze prześladowałem zbór Boży i niszczyłem go” (Gal. 1:13). Paweł prześladował zbór Boży „w żydostwie”, ale Boży Kościół nigdy nikogo nie prześladuje! Jedynie ludzka religia prowadzi człowieka do prześladowania tych, którzy mają inny niż on pogląd na temat Chrystusa. Boża religia nigdy tak nie czyni!” (October 20, 1895 Armadale, “Abiding in Christ and Walking in Christ,” The Bible Echo, December 2 & 9, 1895). (Całe kazanie – w języku angielskim – znajduje się na stronie: http://4dw.net/nonconformer/Prescott/walking_with_christ.html).

 

Według jasnego świadectwa Ducha Proroctwa prawdziwy Mesjasz przyszedł już w 1888 roku w poselstwie, które Pan dał swojemu ludowi. Jeśli ktokolwiek ma co do tego wątpliwości powinien dokładnie zapoznać się z treścią książkiPan Sprawiedliwość Nasza”. Obraz Jezusa w tamtym poselstwie został wyraźnie namalowany. Przedstawiony On został jako Syn Człowieczy, nasz Brat, który utożsamił się z naszą upadłą naturą, dzięki czemu stał się naszym Reprezentantem. Jednak pomimo tego, że od tamtej pory upłynęło już ponad sto lat nadal większość z nas pozostaje „w żydostwie”, i na wzór ówczesnego Pawła nie chce przyjąć obrazu Bożego Jezusa – tego prawdziwego, bo przywykła do własnego (błędnego) poglądu na temat Jego Osoby. Tych zaś, którzy starają się wyprowadzić ich z błędu, – jak niegdyś Szczepan i inni chrześcijanie Pawła – gotowi są potępić, oczernić, pozbawić wolności i zmusić do milczenia. Nie jest to jednak postępowanie godne miana religii Chrystusa.

 

Jeszcze raz pokornie i usilnie proszę wszystkie negatywnie nastawione do omawianych tu poglądów Osoby, o poprzedzone modlitwą dokładne oraz wolne od uprzedzeń zapoznanie się z tymi materiałami, i jeśli tylko pojawią się jakieś wątpliwości chętnie na nie odpowiem. Nikt z nas nie powinien też w całej tej dyskusji zabiegać o swoją rację, ale dla naszego wspólnego dobra usilnie dążyć do poznania, przyjęcia i wywyższenia nieskażonej Prawdy, która ukryta jest w Osobie i dokonaniach naszego Pana Jezusa Chrystusa.

 

Sławomir Gromadzki